Specialized
Wybaczcie, ale nie czaję tego… Po prostu nie rozumiem… Marzenie Sandanskiego: Specialized Enduro SL Comp w Brukseli (www.bikeshop.be) kosztuje 2599 euro, co po kursie 3,4 pln za euro daje nam 8836 pln. W Krakowie (www.rowmix.com.pl) ten sam rower kosztuje 11650 pln, co daje nam niecałe 3 tysiące złotych różnicy. Gdy budziłem się rano Polska nie była tytanem zamożności Unii Europejskiej, zaryzykuję stwierdzenie, że żabomówiący Belgowie jeszcze chwilę będą pokazywać nam swoje plecy. Mogę wsiąść w samochód, pojechać do Belgii, kupić tego speca i z nim wrócić. Nie ma granic, nie ma podatków, nic nie ma. Czysty Kononowicz. Więc dlaczego, kurwa, to samo w naszym biednym kraju jest circa 33 procent droższe niż w kraju bogatym, skoro towary pomiędzy tymi dwoma krajami mogą przepływać bez przeszkód?
Co za absurd! Normalnie gorzej niż z katolami!
Kierunki
Lubię ludzi, którzy wychodząc na balkon przystają i patrzą w górę…
Bling bling
Z pewnością, drodzy czytelnicy, byliście tak samo mocno jak ja zaniepokojeni falą promiskuityzmu która przelewa się wśród 8 latków. W zasadzie ciężko obrócić głowę i nie dostrzec gdzieś uprawiających seks pociech w wieku wczesnoszkolnym. Na szczęście pojawiła się nowa moda: komunijne obrączki czystości. Z pewnością dadzą one do myślenia przystępującym do tego sakramentu dzieciom i sprawią, że zaczną one wreszcie żyć w czystości.
Cały artykuł tutaj: link
Co za absurd! Ja bym jednak wolał rolki albo xboksa
La Mer
Drugi miesiąc zesłania w ciszę i smutek przywitał mnie korkami w drodze z lotniska w Pyrzowicach. Tego typu epizody mienią się w moich oczach jako wyspy na morzu nudy i zwątpienia. Ostatnio to jedyna znana mi odskocznia od codziennego siedzenia w skórzanym fotelu chińskiej produkcji, patrzenia w stronę gór i obserwowania na ich tle zmian pogody (dzisiaj słońce cztery razy, deszcz razy sześć). Czasem machinalnie, w duchu wygasłych zainteresowań wyślę jakieś CV do kolejnej, pełnej mądrych ludzi (z t-shirtami włożonymi do spodni), nowych technologii i pakietów socjalnych/relokacyjnych firmy (po ostatniej zostało mi trochę punktów na karcie miles & more i pikujące w dół fundusze). Chciałbym, żeby to wszystko było prostsze i bardziej “celowe”, żeby dookoła mnie unosiły się słowa, które mógłbym nanizać na pióro w zmyślonej kolejności, zamiast zmagać się ze spokojem. NowoHutowość, jak sam zaraportował, pływa pijany po adriatyku; podobno ta dookolna bezkresność i brak możliwości to meritum tego całego żeglowania. Do mnie to jakoś nie trafia, mam to na co dzień. Czasem tylko na koniec dnia napiszę parę słów do Mileny jak kapitan w dzienniku pokładowym, jak Kafka Franz, syn Hermanna, po czym nad ranem w pół świcie, wśród wiosennego śpiewu ptaków usypiam wykończony tą całą błogością.